Otomen
Archiwum
Marzec 2011
Kwiecień 2011
Maj 2011
Czerwiec 2011
Lipiec 2011
Wrzesień 2011
Listopad 2011
Zakładki:
Czytane
Emanuel
Transokolice
Wendigo
Przeszłość spisana
Rewrite
Tagi
  • Adieu
  • androgynia
  • coming out
  • dylemat
  • facepalm
  • forever alone
  • otomen
  • slump
  • Transseksualizm
  • trójka
  • wkurw
Pisz swój dziennik w Internecie
Pisz blog
Dodaj blog do ulubionych
Wersja mobilna
RSS
sobota, 12 listopada 2011
Jak gó... chorągiewka na wietrze.

Jako że na swoim ulubionym blogu zrobiłem jakiś czas temu dramatyczny coming - out (po 4 latach prowadzenia go, ehem, incognito ) mam problem z rozdwojeniem się. Jestem stały w uczuciach, widzicie, trójkąty mi się podobają tylko na filmach porno. Niech ten sobie tutaj będzie, może coś czasem napiszę, ale konwencja jaką sobie obrałem jednak mnie przerasta. Nie umiem być zbyt często zabawny, kiedy przychodzi do prania swoich popieprzonych myśli (za to w "realu" mógłbym zarabiać jako komik). Doceniam niebywałe doświadczenia jakie zawdzięczam temu miejscu, np. kontakt z innymi z "branży" ;) czego zaczyna mi brakować w życiu po tylu latach izolacji, no i oczywiście nie mogę w tej wyliczance pominąć mojego pierwszego w karierze hejtera. Brawa dla tego pana tej pani lub tego pomiędzy. Co prawda zmył/a/o się szybciej niż przeciętny hejter, ale prawdopodobnie wynikło to z mojej niezbyt ambitnej aktywności.

Takoż więc wracam do swojego przytulnego gniazdka, gdzie już mogę narzekać na sprawy dotyczące wszystkiego, mógłbym z tego wydać trylogię, pozdrawiam was (a na blogi na które wchodziłem, wchodzić będę cały czas :D).

Tagi: Adieu
02:34, otomen
Link Komentarze (6) »
środa, 28 września 2011
No i nie wyszło!

Właśnie sobie uprzytomniłem że miało być zabawnie. No, nie wyszło, ale staram się nie popadać w czarną rozpacz!
Bycie kosmitą jest przygnębiające. Jak tutaj sypać dowcipami. Nie jest mi do śmiechu.

01:42, otomen
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 27 września 2011
Gracz bez drużyny.

No stało się. Jak w każdej poważnej dramie przyszedł czas złamania i przejścia na właściwą stronę, więc poleciały długie włosy. Adieu! Przez kilka dni nawet udawało mi się ubierać wyłącznie jak prawy, Amerykański chłop z rodziny drwali! Gratulacje!
Już mi przeszło, gwoli ścisłości. Nie do twarzy mi było.

Mam problemy z ulokowaniem siebie w społeczeństwie. Każdy gra w jakiejś drużynie. Jedni są u "normalnych, wzorowych, białych heteryków chrześcijan", inni mają drużynę "niewierzących, normalnych, białych heteryków". Geje i lesbijki mają swoje (już nie niszowe, a wręcz trendy!) grupy. Nawet transi utworzyli własną ligę.
Głupio jest być mniejszością w mniejszości. Jeśli mam być 100% szczery to nie poznałem w życiu nigdy nikogo podobnego do mnie. Na bycie w drużynie "transseksualiści" jestem zbyt liberalny, rozwiązły i nie pałam krwawą żądzą wycinania sobie flaków i przyszywania płata wyciętego z brzucha między nogi. Nie zwalczam też zaciekle Rafalal i innych tego typu.. hmm... ciekawych osobistości. Ogólnie nie bardzo mnie interesuje, kto z kim sypia, co lubi i czego ze swego biologicznego asortymentu używa, a czego nie. Czy wypycha gacie skarpetkami i myje się z zamkniętymi oczami, nie używając rąk ani mydła. To dyskwalifikuje mnie z tejże drużyny, do której kiepsko byłoby mnie i tak zaliczyć, biorąc pod uwagę mój kariotyp, jednakże...
Do mniejszej i bardziej awangardowej drużyny "hermafrodyt" też się nie załapuję. Jestem obojnakiem dopiero jak robi mi się badania genetyczne. "Drogę" przechodziłem typową dla transseksualistów i tak też jestem zdiagnozowany, i właściwie mało kogo obchodziło że mam namieszane w genowej jajecznicy. Prawdę mówiąc, nie obchodziło to nikogo, więc nie wiem po kij zlecają takie badania. Reasumując, nie urodziłem się z kompletem obojga narządów, więc jako prawdziwy interseks jestem zdyskwalifikowany!
O przynależności do grupy homoseksualistów nie ma mowy. Nie dość, że przejawiam skłonności mocno biseksualne (właściwie to każda konfiguracja potrafi mi się podobać, więc nie wiem jak to nazwać) to jeszcze nie posiadam obiektu kultu jakim jest penis. Jak wiadomo, coś zaczyna być człowiekiem dopiero, jak ma penisa. Wątpię, aby z doszytym prawie-przyrodzeniem byłbym łaskawiej widziany w tej elitarnej gejowskiej grupie. Same umiłowanie do cycków jest kompletnie dyskwalifikujące.

Najśmieszniejsze jest chyba to, że z najmniejszą dyskryminacją, agresją i odrzuceniem spotykałem się w grupie "normalnych heteryków". Ale to prawdopodobnie wynika z lęku, niewiedzy i starania się, aby mnie nie urazić. Oczywiście nie muszę tłumaczyć, z jakich względów do owej drużyny nigdy się nie dostanę, co najwyżej mogę posiedzieć na trybunach.

I tak stoję pośrodku murawy, samotny gracz bez drużyny. Pewnie wpływa to jakoś na moją psychikę, ale wolę unikać odrzucenia niż doświadczyć go po raz enty. Czasami mam bardzo upierdliwe kłopoty z własną osobowością, bo w utartych społecznie wzorcach nie mam jak się wpasować. A przecież trzeba się wpasować, żeby społeczeństwo akceptowało i przyjęło w swoje cieplutkie ramionka.
Inaczej nie jest się nawet marginesem. Jest się daleeeko po za nim. Pół biedy, że daleko za nim. Największy ból, że samotnie. Zupełnie samotnie.

Tagi: forever alone slump
01:46, otomen
Link Komentarze (4) »
czwartek, 14 lipca 2011
To nowy etap w życiu!

haters make me famous

22:03, otomen
Link Komentarze (3) »
niedziela, 10 lipca 2011
Zmiennie, płynnie.

Od dłuższego czasu nie pojawia mi się "femine mode" jak mam w zwyczaju określać moje najbardziej zniewieściałe odjazdy. Intrygujące. Może to zależy od pory roku? Od poziomu hormonów? Od poziomu doła? Od poczucia "akceptacji" w otoczeniu?

..uj wie. Więc jak zapewne się domyślacie, nie mam kogo/czego zapytać!

19:01, otomen
Link Komentarze (4) »
niedziela, 03 lipca 2011
Smutna prawda.

Mam wrażenie że faceci, niezależnie od orientacji, patrzą na mnie jak na robaka. I do tego, że wszyscy mają ponad metr dziewięćdziesiąt.
Wkurw.

Może to tylko wrażenie :D
Bardzo atrakcyjna koleżanka nie potrafi znaleźć sobie faceta, więc doszedłem do słusznego skądinąd wniosku, że skoro ona sobie nie radzi, to ja mogę sobie po prostu odpuścić na wieki wieków :D

Może trochę samotnie, ale cóż począć. Towar najgorszego sortu nie schodzi i na tym polega ekonomia!
Chyba :D

Tagi: forever alone
20:03, otomen
Link Komentarze (8) »
środa, 22 czerwca 2011
Istotne pytania.

Drodzy czytelnicy, proszę was o podzielenie się ze mną swoimi przemyśleniami. Gdyż sam z tego mega wkurwa nie wiem co myśleć. Bycie transem męczy, poważnie.

1. Co czyni kobietę kobietą? Czy osobnik ludzki, posiadający pochwę, już jest kobietą? Czy tylko posiadanie, za przeproszeniem, szparki czyni z człowieka kobietę? Jest to jedyny wyznacznik? Czy może jednak bardziej cycki? Pff.

2. Dlaczego od kilku facetów w moim życiu usłyszałem (niekoniecznie byli to moi partnerzy), że transi (k/m oczywiście) to "towar najgorszego sortu" i "nikt normalny się z CZYMŚ TAKIM nie zwiąże, bo to obrzydliwe", a niedawno usłyszałem opinię że "prostytuujący się k/m to najbardziej luksusowe dziwki"? Gdzie, kiedy, jak? Pierwszą tezę mam popartą TWARDYMI (rotfl) dowodami, druga jest jakby marą ale rzekł to facet bardzo oblatany w społeczności lgbt i jest hetero, więc po co miałby to wymyślać. Więc JAK TO JEST?

3. Jak to jest z tym "konfliktem między m/k i k/m" o którym tyle słyszę, ale nie widziałem na własne oczy więcej niż dwa, trzy razy? (w wykonaniu BARDZO SPECYFICZNYCH jednostek).

4. Ach dlaczego bycie transem jest takie wkurwiające i beznadziejne?

5. Gdzie kupić najlepsze czereśnie?

Tagi: wkurw
02:57, otomen
Link Komentarze (5) »
sobota, 04 czerwca 2011
A śliwka to wiśnia.

Pisząc komentarz na blogu "Transokolice" uzewnętrzniłem pewien coraz bardziej wkurwiający mnie fakt. Otóż już wielokrotnie spotykałem się z opisami różnych dzieł (czy to komiksów, książek, filmów) - zarówno recenzentów, producentów czy też odbiorców - ewidentnie poruszających kwestię transseksualizmu. Co mam do opisów i komentarzy? Otóż powiem wam, co mam. Film o m/ce, notabene po kompletnej zmianie łącznie z dokumentacją i SRS: "o mężczyźnie noszącym spódnice". Jest komiks do którego mam niebywałą słabość, o dorastających transiątkach w wyjątkowo trudnym wieku. Mamy tam m/k i k/m. Co czytam? Że chłopiec przebierający się za, dziewczynka przebierająca się za. Ale już chuj mnie strzelił, jak polecenie tego tytułu znalazłem na stronie lesbijskiej, z bardzo wyraźnym zaznaczeniem, że są tam wątki lesbijskie (oczywiście dotyczyło to relacji k/ma z dziewczyną). No ja pierdolę.

Mylenie transseksualizmu z crossdressingiem jest dla mnie mniej więcej na tym samym poziomie, jak twierdzenie że żaba to gad, gej to to samo co lesbijka etc. etc.

Może to dziecinne, może się rozbestwiłem, ale wydaje mi się że temat był już tak mocno przewałkowany w publicznych mediach, że łatwo zapamiętać, czym jest transseksualista i czym się różni od pana lubiącego przebierać się w damskie ciuchy czy butch lesby golącej łeb na łyso i potrafiącej spuścić wpierdol grupie dresiarzy na stadionie. Zasadnicza różnica jest taka, że crossdresser i lesbijka nie mają problemu z akceptacją swojej płci. Trans owszem, jest to kwintesencja bycia transem.

Wkurza mnie to, owszem. Mogą mnie uznawać za dziwadło, pojeba, nawet obojnaka ale gdyby ktoś mi powiedział, że jestem kobietą ubierającą się w męskie ciuchy (co i tak byłoby nie trafione, bo jak mam tzw. "femine mode" to zakładam ciuchy unisex, jak już wspomniałem mój styl bycia jest bardzo płynny) czy butch lesbą, dostałbym szału. Nie po to wypruwałem sobie flaki przez tyle lat, nie po to płaszczyłem się przed lekarzami, sądem żeby ktoś obrażał mnie w taki sposób, nawet jeśli wynika to z jego głupoty.

BTW jak to jest? Jak byłem w urzędzie, urzędnik zupełnie bez żenady pieprznął mi takie pytanko: "czy zmieniał pan płeć?" (tak tak, to wszystko siedzi w komputerach). Odparłem uroczo: "taa, zdarzyło mi się kilka razy, a o co chodzi?". No super. Tylko dlaczego jak ktoś jest np. Żydem, to NIKT nie zada mu beztrosko pytania: "och, czy ktoś z pańskiej rodziny był w obozie?", albo "ooo, czy wszyscy Żydzi są tacy jak w stereotypie?", albo rdzennego mieszkańca Afryki: "ooo, pan jest czarny, czy dupę też ma pan czarną? Zdarzało się panu opalić?". Oczywiście urzędnikowi do niczego to nie było potrzebne. Ot tak, se spytał.

Czy nie lepiej naprawdę wsadzić mordy w kubeł i dać sobie spokoju z takimi pytankami? Tak swoją drogą, czy to legalne i czy tak ma być, że jak jakiś urzędnik wklepie sobie mój nowy pesel w kompa, to w sekundę ma cały mój życiorys przed oczami? Każdy może sobie mnie tak sprawdzić?

A zresztą, mam to gdzieś. Ale na kretyńskie lub wścibskie pytania nadal będę odpowiadać po swojemu.

Tagi: Transseksualizm wkurw
02:59, otomen
Link Komentarze (8) »
niedziela, 15 maja 2011
Uzupełnienie poprzedniego wpisu.

Pytanie wendigo do ostatniej notki, po co miałbym robić coming out. Otóż wbrew pozorom, przyczyn jest wiele i są one dosyć uniwersalne:
1. Każdy, absolutnie każdy kto zna twoją przeszłość i widzi, że robisz z tego tajemnicę (albo "tajemnicę" ale jak nie wychodzisz z kolorowym transparentem na ulicę, to ludzie uważają że to już wielki sekret) automatycznie uznaje że ma na Ciebie haka. Niezależnie, co Ty o tym myślisz. Nawet jak jest Ci to obojętne, on uważa że ma na Ciebie haka. W mniej serdecznych znajomościach może to przybrać bardzo niemiłe formy. Jeszcze gorzej, kiedy w istocie nie jest Ci obojętne i naprawdę robisz z tego tajemnicę - wtedy to już zupełnie przejebane.
2. Kompletne rozdwojenie, które wprowadza w małe popierdolenie. Przykład - mam kilka znajomych (tak się składa że gardzę męskim towarzystwem i są to same dziewczęta). Połowa wie o mojej przeszłości (są to znajomości z wczesnej młodości więc nie było jak tego ukryć), a połowa NIE. Z pierwszą grupą rozmawiam bardzo otwarcie i właściwie nie muszę pilnować swoich spontanicznych zachowań, bo ich już nic we mnie nie zdziwi. Niestety, takie rozpasanie rozpieszcza i czasem pieprznę przy dziewczynie która ma mnie za normalnego faceta coś takiego, co będzie zupełnie nie na miejscu i ona w ogóle nie załapie, o co mi do cholery chodzi? W dodatku jestem tak dziwaczny, że mój ts to bardzo wyjaśnia. Jak ktoś o tym nie wie, to wolę nie myśleć co o mnie sądzi.
Co gorsza, czasem przestaję się łapać w tym, kto wie a kto jeszcze nie, zwłaszcza jeśli rzecz dotyczy bliższych znajomych. Przy kobietach zachowuję się naprawdę wesołkowato i otwarcie. Przy facetach zawsze trzymam pion i mi się nic nie "wymsknie".
3. Tłumaczenie się - najgorsza i najbardziej znienawidzona przeze mnie rzecz. Ilekroć pojawi się jakiś amant, musi przyjść moment (o ile też jestem zainteresowany) w którym muszę się "przyznać". Jest to obrzydliwy proceder i zaczyna mnie wkurwiać, bo czuję się jakbym się przyznawał do czegoś potwornego i strasznego, a to gówno prawda bo nie moja wina, że się taki urodziłem. Od razu jestem wtedy na spalonej pozycji tego złego kłamcy co omotał biednego pedzia który miłości to i może szuka, ale z fiutem. Poważnie. Dla WSZYSTKICH moich facetów (nie była to zawrotna ilość, można policzyć na palcach jednej ręki, ale jednak) była to wiadomość POTWORNIE traumatyczna. Jakby im ktoś w rodzinie umarł. Reakcja taka sama była zarówno u 18-nasto latka jak i 32 (to był najstarszy z przedziału). Zostało mi nawet zarzucone, że złamałem serce temu najstarszemu (i najbardziej infantylemu, jak się okazało).
Usłyszeć tekścik typu "takie ohydztwa jak ty powinny mieć zakaz zadawania się z ludźmi" jest bardzo, bardzo niemiło.
Gdybym się przedstawiał "cześć, jestem transem i nie mam fiuta", fakt byłby powszechnie znany i już nie musiałbym się nikomu z niczego tłumaczyć.

Głównie przed "nie ukrywaniem" tego powstrzymuje mnie wrodzone przekonanie, że ludzi właściwie gówno obchodzą takie sprawy. Ale wiem, jak bardzo się mylę. Większość ludzi jest tak wścibska, bezczelna i ciekawska, że z rozkoszą dowiadują się, kto jest pedałem, kto miał wpadkę w gimnazjum itp. itd.
Mnie np. zupełnie nie interesuje, czy moja przyjaciółka ma między nogami, za przeproszeniem, fajfusa czy nie fajfusa, czy ma sztuczne cycki i czy jest lesbijką, tak samo jak gówno mnie obchodzi że człowiek który właśnie minął mnie na ulicy nosi pończochy czy jest gejem. Albo trzykrotnym rozwodnikiem. Naprawdę mam takie rzeczy głęboko gdzieś. Wręcz nie lubię o takich smaczkach wiedzieć, słuchać (zwłaszcza jak idą pochody głośno ogłaszające tego typu ciekawostki przez megafony).
Z drugiej strony wielokrotnie spotykałem się z żalem, że "ukrywam coś TAKIEGO". Wiem, że dla "zwykłych" ludzi transseksualizm jest egzotyczny i niesamowity - to ja się przyzwyczaiłem i wychodzę z założenia, że to nic nadzwyczajnego (pewnie wpływ na to miały też środowiska, w jakich się obracałem i ilość dziwnych przypadków, jakie poznałem, dlatego mało co mnie dziwi w tej kwestii). Że przyjaciele powinni o czymś takim wiedzieć!
Moje pytanie: ale po co? zazwyczaj zbywane było: no bo tak.

No bo tak. Ok.
Dylemat ciągle nie rozwiązany, póki co jednak swoje małe sekreciki zachowam dla siebie.

Tagi: coming out dylemat Transseksualizm
21:25, otomen
Link Komentarze (5) »
Split.

Mam dylemat. Poważny. A miało być trochę lżej :P

Jak już wspomniałem wcześniej, żyję na dwóch płaszczyznach - wśród ludzi którzy znają moją biografię i wśród tych, którzy jej nie znają. Światy zaczynają mi się nieco mieszać, mam coraz większe poczucie zamotania w to wszystko, jakby "mroczna tajemnica" dławiła mi gardło. Czasem mam ochotę wykrzyczeć wszystkim: "Nie mam fiuta! Nie jestem normalny! Jestem pojebany między innymi właśnie dlatego i tak już będzie, więc dajcie mi święty spokój!". Problem w tym, że wyznania pokroju "jestem transseksualistą" nie przechodzą mi przez gardło, nie potrafiłbym tego nawet napisać komuś na kartce. Kiedy musiałem się do tego przyznawać moim narzeczonym, była to męka i zajmowało mi mnóstwo czasu, zanim to wyplułem. Dosłownie: wyplułem. Przeoczyłem gdzieś wcześniej fakt, że nie pozbędę się magicznie tego piętna. Że zawsze będę transem. Moja niechęć do "zwierzeń" w tym temacie wynika z kilku przyczyn: boję się "innego" traktowania. Nie raz, nie dwa, zdarzyło się że ktoś, kto traktował mnie zupełnie normalnie, dowiadując się czy to ode mnie czy (o zgrozo) z innego źródła, zaczynał odnosić się do mnie jak do trędowatego. Co bardzo dziwne, prym w tym zachowaniu zdecydowanie wiodą mężczyźni. Może tylko ja mam takie doświadczenia, ale zaczynali traktować mnie tak jakby... lekceważąco? Komentarze jakie usłyszałem w życiu też są rewelacyjnie głupie, jak np.

- Och, dobrze że zmieniłeś płeć, bo laska to musiała być z ciebie szpetna.

ale było też:

- Och, jaka szkoda, byłaby z ciebie taka ładna dziewczyna!

Takich rzeczy się nie mówi. Zapamiętajcie to wszyscy. Jak koleżanka zrobi sobie cycki czy operację nosa, kolega walnie sobie makabryczny tatuaż, opiłuje zęby czy rozetnie język, nigdy nie mówcie takich rzeczy o czymś czego cofnąć się nie da. Po pierwsze: to jest bardzo subiektywna ocena (co widać po rozbieżności komentarzyków, jakie usłyszałem) po drugie: no, co tu kryć, to chujowe? Naprawdę, jak NIE WIE SIĘ, CO POWIEDZIEĆ, niezależnie czy to dotyczy ts czy czegokolwiek innego, lepiej niż kompletną wziętą z dupy pierdołę jest rzec: "stary, nie wiem co powiedzieć" i milczeć. Poważnie. Z doświadczenia wiem, że to lepsze niż pieprznąć pierwszą bzdurę jaka przyjdzie do głowy. Nawijanie bez sensu nie jest nakazem konstytucyjnym, w każdym razie nie zauważyłem żeby coś takiego istniało.

A ja wolę być traktowany jako zniewieściały, dziwaczny panicz niż... coś. Standardem jest wścibstwo i bardzo niezdrowa ciekawość odnośnie mojej fizyczności. Teraz, jak jestem już trochę starszy, umiem odpysknąć tak, że pytający już nigdy się do mnie nie odezwie na ten temat, czy w ogóle, ale jak byłem kilka lat młodszy to wpędzało mnie takie zachowanie w popłoch. Kogo obchodzi, w jakiej pozycji opróżniam pęcherz czy co mam między nogami i czy jeszcze mam cycki? (nie, nie mam). To informacje, które mogą interesować tylko dwie grupy ludzi: potencjalnych kochanków i lekarzy, za wyjątkiem okulistów, dentystów etc etc. Ale jak idę na USG powłok brzusznych, to wypada powiedzieć że lekarz natknie się na coś niecodziennego (chociaż strasznie mnie korciło, żeby nic nie mówić i zobaczyć minę lekarza, jak zjedzie ultrasonografem trochę niżej, wiecie taka moja natura dowcipnisia).

Boję się też, że ktoś może mi (lub mnie) poważnie za(u)szkodzić. Widzę, że czasy się zmieniają, ale nadal podchodzę sceptycznie. Nie dalej jak 5-6 lat temu grupa uroczych gentlemanów w liceum groziła mi zbiorowym gwałtem, żeby mnie "nauczyć, co to znaczy prawdziwy men". Kilka razy zdarzyło się też oberwać. I co, nagle mam uwierzyć że się zrobiła cywilizowana cywilizacja ;D i za bycie transem nie zrobią ze mnie miazgi na chodniku? Nie, jeszcze nie jestem aż tak beztroski. Ci uroczy panowie przecież nie rozpłynęli się w powietrzu.

I właśnie odpowiedziałem sobie na pytanie, które postawiłem sobie jasno wczoraj: zrobić ogólny coming out (znooowu?) i przestać się ukrywać, czy też nie? Odpowiedź jest na dzisiaj oczywista: NIE.

Blog to zaprawdę, bardzo przydatne medium!

Tagi: dylemat Transseksualizm
08:51, otomen
Link Komentarze (2) »
 
1 , 2
następne
Blox.pl
poprzedni blog załóż bloga następny blog